Pacjent, który wie lepiej
Są takie osoby, które przychodzą do apteki już z gotowym rozpoznaniem i wizją leczenia. Pół biedy, kiedy ta ich koncepcja jest w miarę sensowna; często jednak opiera się na autorytecie… sąsiadki!
Obsługiwałam ostatnio jednego pana, który uskarżał się na dolegliwości żołądkowe.
- Poproszę coś na niestrawność – powiedział. – Może Ranigast?
- Ranigast to środek, który zmniejsza wydzielanie kwasu solnego w żołądku - odpowiedziałam. - Przy problemach z trawieniem może wręcz pogorszyć objawy! Ale proszę powiedzieć, jakie ma Pan objawy, to na pewno coś dobierzemy!
I tak od słowa do słowa dowiedziałam się, że stojący przede mną człowiek ma nudności, ale nie wymiotuje; nie ma też biegunki, ale czuje jakieś takie dziwne skurcze żołądka. Żadnych schorzeń przewlekłych nie posiada, leków na co dzień nie łyka. Dało mi to wolną rękę w doborze dostępnych bez recepty środków.
- Radzę Panu wziąć sobie Smectę - odpowiedziałam po namyśle. – Jest to zawiesina do picia, która otuli Pański żołądek swego rodzaju kołderką; nie będzie on tak wrażliwy na podrażnienia, więc nudności powinny minąć. Dodatkowo wchłonie ona w siebie różne drobne „śmieci”, przez które czuje się Pan struty, i nie pozwoli im wniknąć w głąb organizmu. Proszę ją pić małymi łyczkami. A do tego proponuję No-spę, która zadziała rozkurczająco na żołądek, dzięki czemu nie będzie bolało. To lepsza wersja niż np. tabletki przeciwbólowe, które mogłyby go dodatkowo podrażnić.
- No-spę mam - odrzekł mężczyzna. Wyglądał na zniecierpliwionego moim wywodem. – Poproszę Stoperan.
- Stoperan też się w Pana przypadku nie sprawdzi. To lek na biegunkę, zwalnia ruchy perystaltyczne jelit. A Pan, jak dobrze pamiętam, na rozwolnienie się nie uskarża?
- Mimo wszystko wezmę Stoperan - zadecydował pacjent. - Sąsiadce pomógł! -Po czym dodał z dziką satysfakcją - I Ranigast!
Innym razem kolega obsługiwał kobietę z dolegliwościami dróg moczowych. Zaczął zgłębiać temat, pytając między innymi o poziom nasilenia objawów, obecność krwi w moczu (wymaga bezwzględnej kontroli lekarskiej), ewentualną cukrzycę, ciążę (wtedy tym bardziej musi zainterweniować lekarz) i alergię na salicylany (wykluczyłoby to stosowanie Urosalu, leku działającego przeciwzapalnie i wypłukującego bakterie z dróg moczowych). Kobieta zrobiła się prawie purpurowa.
- Ja jestem prawniczką! - zagrzmiała. – Co Pan sobie wyobraża, zadając mi takie pytania! Może to ja Pana zaraz wezmę na przesłuchanie!
Widzicie, ja osobiście zupełnie nie znam się na kosiarkach spalinowych. Gdybym więc zapragnęła nabyć kosiarkę, poszłabym do miejsca, gdzie pracują fachowcy od tego rodzaju sprzętu, i zdała się na ich opinię. Oczekiwałabym przy tym wręcz, że postawią mi jak najwięcej pytań – jak duża jest moja działka, jakie mam na niej zasilanie, i mnóstwo innych pytań, które nawet nie przychodzą mi do głowy, lub zabrzmiałyby dla mnie niedorzecznie. Gdybym wybrała zupełnie inną kosiarkę, niż doradza mi specjalista, lub obruszała się za „godzące w moją prywatność” pytania, nie byłoby to zbyt mądre ;) Pomijając już fakt, że sprzęt mógłby mi się do niczego nie przydać!
Każdy z nas jest – lub stara się być – fachowcem we własnej branży. Nikt za to nie jest alfą i omegą. Warto więc czasem zejść z piedestału i pozwolić sobie pomóc :)
A jak Ty uważasz? Przychodzisz do apteki po poradę, czy po konkretny produkt? Czego oczekujesz od farmaceuty? Wypowiedz się!


jakież to prawdziwe!!!
Prawda? W każdej branży są takie przypadki!
Ja tam przychodze po narkotyki :D
Przychodzę do apteki po poradę, i oczekuję pomocy od farmaceuty.Super strona, złoty medal
Wiesz Kasiu, to działa w obie strony. Jakiś czas temu wpadłem do apteki kupić Penigrę. W kolejce do trzech okienek stało kilkanaście osób, głównie kobiety. Poprosiłem ściszonym głosem o ów specyfik na co obsługująca mnie pani z plakietką „technik farmacji” rozdarła się na całą aptekę: „Pani Zosiu! Gdzie jest Penigra?”, na co rzeczona pani Zosia odwrzasnęła z zaplecza: „na regale po lewej, tam gdzie wszystkie dla impotentów”. Kolejka gruchnęła śmiechem, jakiś babon syknął coś o „facetach którzy pieniądze na głupoty wydają”. No szlag mnie trafił po prostu!
Zażądałem rozmowy z kierowniczką apteki, okazała się nią być rzeczona „pani Zosia z zaplecza” która stwierdziła, że: „tu jest apteka i tu nie ma tajemnic a jak się nie podoba to można w internecie kupować”.
Zagłosowałem portfelem – przestałem tam kupować. Niesmak pozostał.
Magiku, faktycznie ktoś zachował się bardzo niestosownie. Jak w każdym zawodzie są niestety ludzie o większej i mniejszej kulturze osobistej… Życzę jak najmniej tego typu doświadczeń :)
Boska kwintensencja naszych narodowych przywar- ja wiem lepiej :):) . Jakie to nasze :)
Kasiu, a jak to właściwie jest od strony formalnej – czy farmaceutów obowiązuje tajemnica tak jak lekarzy? Czy dotyczy to też techników farmacji? A może jest tak jak rzeczona kierowniczka oświadczyła: „w aptece nie ma tajemnic”? Bo jeśli tak to chyba rzeczywiście zacznę leki kupować przez internet… :-(
Farmaceuta, podobnie jak lekarz, jest prawnie zobowiązany do utrzymania tajemnicy zawodowej. Do tego dochodzi zwyczajny, ludzki takt. Pozdrawiam :)
Oj żeby wszyscy farmaceuci byli tacy Kasiu jak Ty to bym z apteki nie wychodził ;-)
Pozdrawiam! :-)
trzeba bylo poinformowac pana ze ranigast szkodzi prostacie
_^|^_
Kiedy nie szkodzi… ;] Cóż, wolny kraj…
witam, studiuję na AM i przychodzę tylko po leki :)
Z tego co wiem, technik farmacji może prowadzić edukację zdrowotną, zgodnie z kompetencjami technika farmaceutycznego. Nie wiem jak daleko te kompetencje sięgają, lecz radze droga Pani uważać. Nie na darmo w reklamie mówili „skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą”. Nie technikiem farmacji. Pani nie bada pacjenta, nie wie o uczuleniach i wszystkich zażywanych lekach. Dobrze że Pani pomaga, ale proszę się nie rwać z motyką na słońce. Pozdrawiam serdecznie
p.s.: mam nadzieję że ten wpis zostanie zamieszczony…
Mymy, dlaczego miałby się nie ukazać ;)
Jak Pani zapewne wie, zasięg uprawnień zawodowych technika farmaceutycznego różni się od uprawnień magistra farmacji brakiem możliwości wydawania narkotyków i substancji z wykazu A (bardzo silnie działających). W pozostałych przypadkach, zarówno magister, jak i technik doradza w ramach posiadanej wiedzy, zarówno o substancjach leczniczych, jak i o konkretnym pacjencie. Zasób wiedzy merytorycznej jest dość zróżnicowany tak wśród techników, jak i wśród magistrów; natomiast o chorobach, alergiach i zażywanych przez pacjenta lekach jedni i drudzy wiedzą tyle, ile pacjent im powie. Dlatego warto wiedzieć chociażby, o co tego pacjenta pytać :) Natomiast pewne kwestie nie obejdą się bez konsultacji lekarza, i na tym m.in. polega odpowiedzialność zawodowa, by te sprawy wychwycić.
Oczywiście, jeśli ktoś nie ufa wiedzy technika farmaceutycznego, zawsze może zwrócić się do magistra farmacji ;) W tym celu wszyscy pracownicy apteki noszą identyfikatory z pełnioną funkcją.
Natomiast subiektywne opinie o lekach i leczeniu może w internecie wygłaszać każdy. Warto jednak, by napisał czy jest magistrem farmacji, technikiem farmacji, czy też może dyplomowanym pianistą – wtedy czytelnicy mogą sami osądzić, czy i na ile mogą ufać jego słowom. Ja napisałam to jednoznacznie w zakładce „O mnie”.
Pozdrawiam :)
akurat jestem mężczyzną ;)
czasem lepiej odesłać pacjenta do lekarza zamiast próbować coś mu na siłę wcisnąć. Nawet tym nachalnym.
W żadnym wypadku nie chcę ujmować Pani wiedzy, bo studia studiami ale można dużo robić we własnym zakresie, natomiast wiedza z przedmiotów na AM takich jak: fizjologia, biochemia, interna, pediatria, okulistyka, laryngologia, chirurgia, mikrobiologia nie może się równać z wiedzą teoretyczną zdobywaną na zajęciach na studiach farmaceutycznych. Nie wiem czy Pani rozumie o co mi chodzi, ale znać na pamięć ulotkę to jedno, a odnieść to rzeczywistości pacjenta to drugie. Nie wiem czy tu jest kwestia ufności czy po prostu kompetencji.. Nie znam zakresu zajęć studiów farmaceutycznych.
Życzę dużo sukcesów i chęci do sumiennego i ciągłego dokształcania się. Pzodrawiam
aha, jeszcze zapomniałem to farmakologii, a tu akurat Wy jesteście lepsi ;-)
Rozumiem, Mymy, że jest Pan przyszłym lekarzem :)
Oczywiście, jeśli chodzi o wiedzę z zakresu patofizjologii, chirurgii, okulistyki itp. farmaceuta nie może się równać z lekarzem praktykiem. Są pacjenci, którzy się bez spotkania z lekarzem nie obejdą – i tych odsyłamy do konsultacji. Są też całe rzesze osób przeziębionych, przejedzonych czy z zaparciami, którym – po wykluczeniu objawów alarmowych można spokojnie pomóc w aptece, nie zawracając głowy i tak już wystarczająco zapracowanym lekarzom :)
Zgadzam się również w kwestii dokształcania – „goła” wiedza wyniesiona ze studiów czy tym bardziej ze studium jest w większości przypadków niewystarczająca. Nikt jednak nie uczy się na pamięć ulotek, że tak złapię za słówko ;) Farmaceuci (w tym także technicy) chodzą na szkolenia, konferencje, czytają literaturę fachową. Wasza i nasza wiedza fajnie się uzupełniają, więc wspóldziałanie może przynieść sporo korzyści dla wszystkich.
Pozdrawiam :)
Na prawdę liczę na to :) proszę nie brać tego wszystkiego do siebie, ponieważ piszę bardziej stereotypowo.
Ale skoro Pani rozwinęła temat :)
Chodzi o to że Pani nie będzie w każdym przypadku wiedzieć czy klient w aptece będzie potrzebować konsultacji lekarskiej czy też nie. Wspomniała Pani o zaparciach, to może być zwykłe zaparcie po zjedzeniu czegoś niestrawnego. A mogą to być uchyłki jelita, może to być zespół jelita wrażliwego, i w tym ostatnim leki przeczyszczające raczej nie pomagają. Czy pacjent będzie znał przyczynę, pamiętał co jadł, tego Pani nie będzie wiedzieć.
Podobnie jest z biegunkami. Czy zawsze należy brać leki p/biegunkowe?
Pani ma swoją misję: pomagać. Bardzo dobrze, ja tez taką mam. Tylko z małą modyfikacją: mierzyć siły na zamiary.
Pozdrawiam :)
Wie pan, panie Mymy – kiedy kończyłem politechnikę (a było to lat temu, ekhm, wiele…) nasz promotor gasił nasz zapał mówiąc: „panowie, teraz dostaliście dyplomy, a inżynierami będziecie dopiero za kilka lat”. I z perspektywy czasu całkowicie się z nim zgadzam :-)
Śmiem twierdzić, że przechodzi pan to co ja przeszedłem kiedyś – zachłyśnięcie się swoją wiedzą, wysoką (zapewne) średnią ocen, poczucie wszechwiedzy i wyższości nad „maluczkimi” którzy nie potrafią posłużyć się suwakiem logarytmicznym choć to wszak tak banalne proste… I oby nie musiał się pan (a właściwie pańscy pacjenci) boleśnie przekonać, że wiedza wyniesiona ze studiów to doskonały fundament, ale resztą budynku jest praktyka i nieustające samokształcenie.
Kasia w swym blogu nie leczy i nie diagnozuje (co pod karą więzienia zastrzeżone jest w Polskim prawie jedynie dla lekarzy), natomiast udziela porad dotyczących dziedziny na której się zna – i robi to nie dość że kompetentnie i rzetelnie to jeszcze w sposób zajmujący, ciekawy i pełen elegancji. No i co równie ważne pisze piękną polszczyzną. Kasiu, chylę czoła!
Magik
p.s. Zaś panu Mymy dedykuję wypowiedź „mojego” lekarza internisty z pewnej Bardzo Drogiej Prywatnej Przychodni Medycznej, człowieka dojrzałego i kompetentnego do którego żywię dużą estymę. Eskulap ów znamienity przybył do mnie z wizyta domową więc niejako przy okazji poprosiłem go aby zbadał moje dziecko (dwulatek). Na co lekarz odrzekł z rozbrajającą szczerością: „wie pan, ja z pediatrii miałem tylko jeden semestr więc wiedzę mam nikłą w tym względzie ale polecić mogę kolegę”. A jaki z tego morał? Otóż pan zrobi specjalizacje z KONKRETNEJ części medycyny i założy sobie klapki na oczy na resztę życia. A farmaceuta musi w zakresie farmacji wiedzieć wszystko o wszystkich. Pozdrawiam!
Niestety nie zachłysnąłem się swoją wiedzą, bo wciąż czuję niedosyt. I jak Pan pisze, oprócz wiedzy teoretycznej ze studiów, prenumeruję czasopisma, jeżdżę na konferencje. Bo na prawdę chcę być dobry.
Nie piszę o leczeniu, diagnozowaniu, tylko o tym, że nawet te rady, mimo dobrych chęci, mogą być chybione. Z różnych względów.
A klapek na oczy i rutyny boję się jak śmierci. Szacunek dla tego lekarza że się przyznał, to podziwiam. Lepiej oddać coś komuś jak samemu ma się spieprzyć. W sumie po to są specjalizacje, tylko osobiście uważam, że klapki na oczach są złe.
Ha! Cieszyć się zatem tylko zostaje, że studenci medycyny w Polsce są tak odpowiedzialni i sumienni, że nawet na konferencje jeżdżą, swoją drogą za moich czasów tak nie było – a szkoda. Trzymam za pana kciuki panie kolego i oby wszyscy młodzi ludzie mieli takie rozsądne podejście do życia jak pan!
A wracając do rozważań nad blogiem Kasi – uważam, że pełni on niezmiernie ważną, choć niedocenianą rolę a mianowicie: EDUKUJE. Zresztą sam podtytuł: „Blog świadomych zjadaczy Ibuprofenu” sugeruje czytelnikom, że nie jest to oficjalny serwis Akademii Medycznej tylko uproszczona, a dzięki temu zrozumiała, informacja dla zwykłych pacjentów nieobeznanych z arkanami medycyny. Moim zdaniem Kasia robi kawał doskonałej, naprawdę bardzo w Polsce potrzebnej roboty – przykładowo jej tekst o antybiotykach powinien być moim zdaniem kolportowany we wszystkich przychodniach, bo w prostych słowach mówi o rzeczach wcale nie tak oczywistych dla większości ludzi.
Kasia nie podważa diagnoz lekarzy ani nie usiłuje ingerować w proces leczenia, postępuje etycznie i nie narusza prawa. Wszystkie swoje tezy uzasadnia w sposób jasny, klarowny i przejrzysty, a co więcej – łatwo weryfikowalny poprzez krótkie poszperanie w sieci bądź telefon do kolegi biologa. Blog ten emanuje również życzliwością, widać że Kasia widzi w ludziach ludzi, a nie zaś „przypadki” czy też źródło zbytu towarów zalegających magazyn apteczny. To powoduje, że nabrałem (i wszak nie tylko ja!) zaufania do rad owej kompetentnej i przesympatycznej osoby.
kreślę się z poważaniem,
Magik
Panowie!
Bardzo mi miło, iż tak zaangażowali się Panowie w dyskusję na skromny temat mój i tego bloga :) Szczególnie dziękuję rycerskiemu Magikowi!
Nie ma jednak powodu do kłótni, a słowa Pana Mymy bynajmniej nie są dla mnie przykre czy obraźliwe. Moja miłość własna jest odporna ;] Pan Mymy chce robić dobrze swoją robotę i chwała mu za to! Oby było więcej takich lekarzy. Gdybym była lekarzem, też pewnie oburzałby mnie – zwłaszcza na początku drogi – fakt, iż „farmaceuci – teoretycy” usiłują wciskać mi się w paradę, stawiając „diagnozy” bez badań. Natomiast nikt z nas nie usiłuje nikogo diagnozować, a tym bardziej przez internet! Zdajemy sobie sprawę, że nasze „rozpoznanie” może być obarczone błędem, dlatego w wywiadzie staramy się wykluczyć objawy alarmowe, a ludzie wychodzą z apteki z przykazaniem „jak po 2-3 dniach nie przejdzie, to proszę iść do lekarza. Przynajmniej robię tak ja i moi koledzy, za całą branżę nie odpowiadam :)
Życzę wszystkim wielu sukcesów w wykonywaniu swojej pracy :)
Ale ja się z nikim nie kłócę i ostatnią rzeczą jaką chcę zrobić to obrazić kogoś. I wcale też nie mówiłem że ten blog jest bez sensu. Nie chciałbym aby Państwo widzieli we mnie młodego gniewnego, który neguje to wszystko. Wręcz przeciwnie. Tylko omawiam sprawę jak na sytuację w aptece patrzy medyk, że to nie zawsze się sprawdza. Ale chęć pomocy i ten blog ironizująco-edukacyjny – popieram :)
Panie Magiku dziękuję za słowa życzliwości. To mnie dalej motywuje!
Widzę, że z wpisu o upartych jak osły pacjentach zeszło na kompetencje grup zawodowych. A przecież pani Kasia w poście miała absolutną rację – ten upór „ja wiem lepiej, widziałam reklamę w tv!” może być nawet niebezpieczny i warto zastanowić się, czy aby na pewno to my mamy rację?
Jak widać, dotyczy to nie tylko zakupów w aptece ;)
Pozdrawiam,
Goyahkla
Witam.
Chciałabym się wypowiedzieć z pozycji lekarza-farmaceuty,ponieważ studiowałam oba kierunki. Faktem jest iż poziom wymaganej wiedzy na studiach lekarskich bardzo bardzo przewyższa studia farmaceutyczne. Mam na myśli anatomię,łacinę i szeroko pojęte nauki niezbędne do diagnozy wielu chorób. ALE….praktykując obecnie zawód farmaceuty, muszę przyznać iż nauki wielu z lekarzy- kolegów poszły jakby w las, a wiedza zdobyta na studiach umyka….co widać na receptach gdzie thiocodin przepisują 5-latkom, leki wykrztuśne astmatykom(te nie polecane w astmie), spironolakton z potasem itd. Antybiotyki przepisywane są jak witamina C, zawsze w dawkach max i dawkowaniu max. W każdym zawodzie są specjaliści i ludzie którzy po prostu….pracują. Każdy jest inny i wiele zależy od podejścia. Łatwiej byłoby gdyby oba zawody wzajemnie się uzupełniały…Z SZACUNKIEM dla siebie
Witam,
jestem farmaceutką i tak się składa, że pracuję w kraju, w którym jak lekarz nie wie jaki specyfik zastosować np. u 18 miesięcznego dziecka ze świądem, to dzwoni właśnie do apteki i konsultuje się z farmaceutą
życzę wszystkim aby w Polsce również byłą możliwa taka współpraca