Kolejki, kolejki…
Niedawno mój organizm padł ofiarą skumulowanego ataku wirusów. Codzienny kontakt z rzeszami kichających, prychających i pokasłujących obywateli doprowadził do tego, że stałam się chodzącą antyreklamą własnych usług – coś jak dietetyczka, która waży 150 kg. Jednym słowem – rozchorowałam się. I tu zaczęła się droga przez mękę…
Czytaj wicej...
