„Jutro doniosę receptę”
Wyobraź sobie, że podchodzi do Ciebie na ulicy całkiem obcy człowiek i mówi: „Proszę pożyczyć mi swój samochód, błagam! To dla mnie sprawa życia lub śmierci! Obiecuję, że jutro oddam kluczyki!” Pożyczysz? Mniej więcej takiego kalibru jest przysługa , której ludzie codziennie żądają od farmaceutów.
Nie wszyscy „zjadacze ibupromu” zdają sobie sprawę, czym recepta lekarska naprawdę jest. Wiele osób uważa ją za biurokratyczny twór, wymyślony aby dodatkowo utrudniać życie chorym ludziom. Często słyszę w aptece argumenty: „Przecież dorosły człowiek sam wie, co dla niego dobre!” „Biorę te leki od lat. Mam czekać w kolejce do lekarza i płacić pieniądze tylko za jakiś świstek?” „Po co mi recepta, przecież to i tak jest lek pełnopłatny!” Nic dziwnego, że przy takim rozumieniu tematu farmaceuta odmawiający wydania leku uchodzi za złośliwego służbistę. Czas więc na kilka słów wyjaśnienia…
Recepta = odpowiedzialność
Każdy lek powoduje mniej lub bardziej groźne skutki uboczne. Każda farmakoterapia jest starannie przemyślanym wyborem najmniejszego zła, i powinni mieć tego świadomość nie tylko lekarze i farmaceuci, ale przede wszystkim pacjenci – wszak to o ich zdrowie i życie toczy się gra. Dlatego właśnie lekarz, zanim przepisze lek, przeprowadza badania diagnostyczne, wywiad z pacjentem, zagląda do karty choroby czy dokumentacji medycznej, aby wybrać specyfik, który temu konkretnemu człowiekowi jak najbardziej pomoże i jak najmniej zaszkodzi. Bo ryzyko, że coś pójdzie nie tak, istnieje zawsze, i w momencie stawiania swojej pieczątki na recepcie lekarz przyjmuje na siebie odpowiedzialność. Może to zrobić bezpiecznie, jeśli przeanalizował stan delikwenta i wie, że ten wybór jest dla niego najlepszy.
Farmaceuta w aptece nie ma takiej możliwości.
Nie wie też, czy człowiek proszący właśnie o lek na nadciśnienie faktycznie bierze go od lat (a akurat pechowo pies/trąba powietrzna/złodzieje pozbawili go recepty), czy też usłyszał o tym leku od sąsiadki lub wręcz wraca od lekarza, który kategorycznie ten lek odradził. Wydając pacjentowi taki specyfik bez recepty, aptekarz bierze na siebie odpowiedzialność za życie i zdrowie takiej osoby, bez możliwości zweryfikowania swojej decyzji! Wystarczy, że coś pójdzie nie tak – delikwent weźmie zbyt małą lub zbyt dużą dawkę, połączy coś, czego nie powinien, z alkoholem – a nieszczęście gotowe. Nie mówiąc już o sytuacjach, gdy lek nie był nigdy przepisywany temu choremu przez lekarza, i został zażyty samowolnie. Organy ścigania wspólnie z rodziną szybko znajdą takiego farmaceutę i bynajmniej nie podziękują za dobre serce.
Wracając do historii z samochodem – taki pojazd kosztuje kilka/naście/dziesiąt tysięcy, więc na dobrą sprawę koszt to niewielki za uratowanie czyjegoś życia. Kto jednak zaryzykowałby tak dla nieznanej osoby? Zwłaszcza, że wcale nie wiadomo, czy zostanie się w ten sposób dobroczyńcą, czy „frajerem”; czy sprawą życia lub śmierci jest przewiezienie rannych z wypadku, czy też sobotni wypad na grilla, prawda? Nie mając pewności nie poświęcisz samochodu tym bardziej. Farmaceuta z kolei ryzykuje swoim prawem wykonywania zawodu, kilkoma latami nauki, źródłem utrzymania, więzieniem lub grzywną – w imię bycia dla kogoś „dobrym wujkiem”. Pomijając fakt, że nie znając człowieka, można wyświadczyć mu przysługę, tyle że niedźwiedzią. Odmowa wydania leku to naprawdę nie złośliwość.
Inna sprawa, że ludzie bardzo często nie wiedzą nawet, co chcą wyprosić. Nie znają dawki leku, często nawet nazwy. Przyszła do mnie swego czasu jedna Pani, mówiąc: Poproszę taki lek przeciwbólowy… Nie pamiętam nazwy, ale wiem, że jest na receptę. Niech Pani pokaże, co Pani tam ma na receptę, to ja rozpoznam! Bywa, że kłamią w żywe oczy: Tak, tak, mam receptę, jutro ją doniosę. To ma być Duomox w spray’u (dla niewtajemniczonych – ten lek istnieje tylko w tabletkach ;) ). Już pomijając fakt, że każdy powinien znać nazwy i dawki przyjmowanych leków nawet w środku nocy (jak przydarzy Ci się wypadek, ratownicy i lekarze muszą to wiedzieć), to wymienione wyżej osoby, nawet jeśli znajdą „dobrego wujka” skłonnego się narazić i pomóc, to musiałby to być wyjątkowo głupi wujek, aby poszedł im na rękę.
Co więc robić, gdy zabraknie leku?
Sytuacje podbramkowe mogą zdarzyć się każdemu. Bywa, że spotka nas nieplanowany wyjazd, leki zostaną w samochodzie, hotelu, lub złośliwie i znienacka skończą się tabletki w blistrze ;) Takie sytuacje nie są miłe i naprawdę rozumiem desperację osoby, która uświadomi sobie, że od jutra zaburzy jej się kontrola glikemii, skoczy ciśnienie, czy ulegnie zniszczeniu misterny cykl antykoncepcji hormonalnej. Tyle, że to nie apteczne okienko jest miejscem wylewania żalów i ciskania gróźb. Oto kilka wskazówek, co robić w danej sytuacji.
- Sprawdź, czy jest możliwość dostać się do własnych tabletek, z którymi rozdzielił Cię los. Może ktoś z rodziny/przyjaciół może Ci dowieźć lekarstwo? Przekazać komuś, kto jedzie w Twoją stronę? Wysłać taksówką lub przesyłką konduktorską? To zawsze jakieś rozwiązanie.
- Udaj się do prywatnego
gabinetu lekarskiego lub na ostry dyżur w celu zdobycia recepty. Trzeba liczyć się z tym, że lekarz będzie sceptyczny wobec naszego pomysłu, szczególnie na pogotowiu, które służy raczej ratowaniu ostrych przypadków niż zapominalskich. Natomiast myślę, że zdecydowanie łatwiej będzie załatwić sprawę u lekarza niż w aptece. Koniecznie trzeba wiedzieć, jaki lek się bierze, w jakiej dawce i ile razy dziennie. Lekarz przecież nie zna Ciebie i Twojej choroby; może być niechętny do brania na siebie opowiedzialności ot, tak. Będziesz zdecydowanie bardziej przekonujący/a, pokazując, że znasz specyfikę swojego schorzenia, plusy i minusy danego leku, niż błagając o „małe zielone tabletki na L”
- Wybierz zawczasu „swoją aptekę”. Wracając do historii z samochodem – zdecydowanie chętniej zaryzykujesz dla kolegi, czy choćby dla znajomego sąsiada, niż dla osoby kompletnie obcej, prawda? Tak samo farmaceuta, który zna Cię z widzenia, pamięta jakie leki bierzesz, chętniej zaryzykuje i wyświadczy Ci przysługę, niż ktoś, kto widzi Cię pierwszy raz w życiu. Pamiętaj jednak, że jest to tylko jego dobra wola, a nie obowiązek, i nie używaj argumentów typu „Ja tu zawsze kupuję! Tak traktujecie stałych pacjentów?” itp.Warto też założyć sobie w takiej aptece kartę stałego pacjenta – często dają one możliwość prześledzenia historii zakupów, a więc stanowią dodatkowy argument w sytuacji podbramkowej.
Temat „donoszenia recept” i kupowania leków na receptę – bez recepty będzie zawsze gorący – dotyczy wszak niezmiernie ważnej sfery życia. Warto więc, aby obie strony aptecznego okienka umiały odpowiednio podejść do tej kwestii. Farmaceuci – jasno uzasadniając swoją decyzję, wczuwając się w sytuację pacjenta. Użytkownicy leków natomiast, dbając zawczasu o odpowiedni zapas tabletek, i nie żądając od aptekarzy przyjmowania na siebie tak ogromnej odpowiedzialności. No chyba, że sami codziennie narażają siebie w takim stopniu dla dobra bliźniego ;]
A Ty jak sądzisz? Recepty mają sens, czy tylko utrudniają życie wolnym, świadomym ludziom?


Wyśmienity tekst! Ze wstydem przyznaję, że po części patrzyłem na recepty własnie jako na wymysł biurokratów Obiecuję, że więcej tak myślał nie będę! :-)
Jedyne czego zabrakło to informacji o recepcie farmaceutycznej które właśnie jest taką furtką ratującą pacjentów w sytuacji podbramkowej. Oczywiście z odpowiednim zaznaczeniem kto i kiedy taką receptę może wystawić. Warto było również zaznaczyć skąd historycznie się to wzięło – czyli Rp kropka której już w prawie nie ma.
Pozdrawiam
Recepta farmaceutyczna jest faktycznie taką furtką, ale stosowaną w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Ma prawo ją wystawić magister farmacji – kierownik apteki, w stanach nagłych, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie pacjenta. Dotyczy to np. leków wziewnych łagodzących nagłą duszność, nitrogliceryny w stanach przedzawałowych itp. Nie dotyczy to takich preparatów jak antybiotyki, leki przeciwbólowe na receptę czy antykoncepcja hormonalna – tutaj bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia nie ma. Nie można też wystawić recepty farmaceutycznej na leki psychotropowe czy odurzające. Recepta taka może być wystawiona na 1 najmniejsze opakowanie i jast realizowana pełnopłatnie.
Warto mieć na uwadze, że osoba wystawiająca receptę farmaceutyczną ponosi pełną odpowiedzialność za skutki takiej terapii – a nie ma przecież możliwości zbadać pacjenta i jedyne co ma do dyspozycji, to jego słowo. Zrozumiałe jest więc, że recepta farmaceutyczna może zostać wystawiona tylko osobie, która jest w 200% pewna, co i w jakiej dawce bierze.
Z drugiej strony, farmaceuta zawsze może odmówić wydania leku, jeśli ma obawy, że specyfik ten może pacjentowi zaszkodzić. Dlatego najlepiej jasno przedstawić swoją sytuację i unikać postawy roszczeniowej :)
Pozdrawiam :)
Ciekawy opis formalny zgodnego z polskim prawem druku recepty można znaleźć tu: http://www.sluzbazdrowia.com.pl/html/more2998a.php
bardzo dobry i otwierający oczy tekst, gratuluję kolejny raz:)
pewnie się czepiam.
Napisałaś unikac postawy roszczeniowej.
Właśnie to mnie wkurza – farmaceuta robi łaske i jak będę miła to sprzeda.
A przecież jak się duszę (mam astme) to na serio nie mam czasu być miłą tylko potrzebuję leku. I wydaje mi się, że recepta farmaceutyczna w takim przypadku powinna być skuteczna, przecież to te jest ratowanie życia ludzkiego…
znam dawkę leku i biorę go od lat. Czy nie powinno być takiego rejestru kto co bierze (elektronicznego) farmaceuta miałby czyste sumienie a pacjent spokojną głowę.
Ola, w przypadku nagłej duszności nikt nie powinien robić Ci problemów. Nawet najbardziej bojaźliwy farmaceuta bardziej przestraszy się skutków odmowy, niż skutków wydania leku bez recepty lekarskiej. Tak więc Ty akurat miła być nie musisz ;]
Kontrowersje dotyczą raczej mniej drastycznych przypadków – jak choćby leków obniżających ciśnienie czy regulujących poziom cukru. Z jednej strony, brak takiego leku faktycznie naraża pacjenta na spory uszczerbek na zdrowiu, z drugiej strony farmaceuta naprawdę nie wie, czy ten człowiek nie usłyszał o „rewelacyjnym leku” od sąsiadki. A jak coś się stanie, to prokurator na pewno nie będzie taki empatyczny…
Rejestr, o którym piszesz, faktycznie ułatwiałby sprawę. Z tego co wiem, takie rozwiązanie stosowane jest w Niemczech. Pacjent nie posiadający recepty może dostać każdy lek, który figuruje w jego kartotece, tyle że, oczywiście, pełnopłatnie. Nasze Ministerstwo Zdrowia też planuje wprowadzenie tzw. e-recept, czyli kart chipowych na których zapisana będzie cała dokumentacja medyczna chorego. Niestety przewidywane daty wprowadzenia tegoż są odległe i nieprecyzyjne.
Pozdrawiam :)
Witam,
obecnie w prawie farmac. jest mowa ,ze to kierownik apteki ma możliwość wystawienia rp.farm. Co kiedy go nie ma?
A w sytuacji zagrozenia zycia podana np. nitrogiceryna może doprowadzic do zapaści – obniżyc ciśnienie ,….to lepiej dac czy nie dać , skoro moze pomoc ale moze i zaszkodzic? Czy nie jest lepiej zadzwonic po karetke i fachowow ? pozdr
Martyna, jeśli ktoś się autentycznie dusi, to lek dostanie, nawet jeśli kierownika nie ma. Prawo farmaceutyczne to jedno, a etyka zawodowa – drugie :) Chociaż, szczerze mówiąc, nie wiem, czy w razie kontroli lub donosu takie zachowanie nie zostałoby ukarane…
Piszesz też „lepiej dać czy nie dać, skoro może pomóc ale i zaszkodzić”. Dobre pytanie i tak naprawdę bez odpowiedzi. W obu przypadkach ryzykujesz zdrowiem pacjenta i swoją odpowiedzialnością zawodową. Dlatego każdą sytuację trzeba rozpatrywać indywidualnie i podejmować decyzję „według swojej najlepszej wiedzy”, jak to się fachowo i prawnie nazywa :)
A co do wzywania karetki – czasem może ona przyjechać zbyt późno. Jest to z kolei dobre rozwiązanie, gdy ktoś chce wyprosić lek nie kwalifikujący się do kategorii „ratujący życie”. Mówimy wtedy „Proszę sobie usiąść, wezwiemy dla Pana karetkę i jeśli faktycznie bierze Pan te leki, lekarz je Panu wypisze. Jeśli jednak stwierdzi on, że wezwanie karetki było bezzasadne, będzie Pan musiał niestety pokryć koszty.” Kto naprawdę potrzebuje leku, idzie na ten układ ;]
Pozdrawiam :)
Z tym wysyłaniem do lekarza też jest problem – NFZ się czepia, jak się znienacka „obcemu” pacjentowi, bez dowodu na to że choruje przewlekle, wypisze receptę. Ok, najmniejsza dawka + pełnopłatna jeszcze przechodzą… Ale z kolei pacjenci się obrażają, bo oni tyle lat biorą , i niby czemu pełnopłatna??