Jak się opalić, a nie spalic – słoneczne porady
Wreszcie nadeszło to, na co wszyscy od dawna czekaliśmy z utęsknieniem. Słońce! Lato! Po tak długiej „porze deszczowej” chcemy całkowicie oddać mu się we władanie. Nie korzystajmy jednak z jego uroków zbyt łapczywie! Oto parę podstawowych rad jak korzystać ze słońca tak, aby uniknąć sprintu w podskokach do apteki po popularny pantenol, wapno lub zapobiec średnio smacznemu obkładaniu się maślanką ;)
Słów kilka o promieniowaniu
Promieniowanie słoneczne zostało podzielone na trzy główne zakresy wywołujące różne reakcje biologiczne; UVC, UVB, UVA.
Ponieważ promieniowanie UVC charakteryzuje się najkrótszą długością fali, jest prawie całkowicie pochłaniane przez warstwę ozonową. Nas najbardziej interesują pozostałe zakresy:
- UVB o średniej długości fali, odpowiedzialnej za wciąż pożądaną przez nas opaleniznę, ale także za oparzenia słoneczne, oraz
- najbardziej groźne i degradacyjne promieniowanie UVA, które ma największą długość fali i dociera aż do tkanki podskórnej, jest odpowiedzialne za fotostarzenie, odczyny fototoksyczne i fotoalergiczne (o tym później) i niestety nowotwory skóry (można by tu rozwinąć temat solarium, ponieważ lampy solaryjne emitują dwukrotnie większą dawkę promieniowania UVA niż promieniowanie słoneczne, a największym straszakiem powinien być widok czekoladowego pana Andrzeja w pasiastym krawacie! ;) Ale o tym może innym razem, bo to temat rzeka). Najgorsze jest jednak to, że nie ma przed nim ucieczki, bo jego natężenie jest takie samo przez cały dzień od rana do wieczora niezależnie od pory roku. Przenika przez chmury, szyby okienne, samochodowe!!! Wrr!
Samo promieniowanie ma również mnóstwo pożytecznych dla organizmu działań takich jak: synteza witaminy D, wzrost efektywności pracy serca, układu krążenia, obniżenie poziomu cholesterolu. Pomaga w leczeniu chorób dermatologicznych takich jak choćby łuszczyca, atopia, a co najbardziej zauważalne, poprawia nastrój poprzez wyższe wytwarzanie endorfin tzw. „hormonów szczęścia”, i ogólny wzrost energii życiowej (należy tylko współczuć biednym Skandynawom). Jednym słowem bez światła słonecznego nie ma życia!
Jednym z niestety negatywnych aspektów działania słońca jest przedwczesne starzenie się skóry, charakteryzujące się pogrubieniem skóry z widocznymi zmarszczkami, plamami pigmentacyjnymi, rozszerzonymi naczyniami. Ogólnie „średnio” to wygląda, a już na pewno nie zdrowo. Negatywnym skutkiem nadmiernego opalania może być również, a może przede wszystkim, pojawienie się złośliwych i niezłośliwych nowotworów!
Niestety, pokutuje wciąż przekonanie o tym, że opalona skóra wygląda lepiej, a w ogóle pobyt na urlopie bez strażackiej czerwieni na pleckach zaliczamy do nieudanych - no bo jak inaczej będzie widać, że wróciliśmy proszę Państwa z Egiptu!!! A wystarczy tylko parę dni wcześniej pomyśleć nie tylko o probiotykach i jeszcze innych cudach, które uchronić mają nas przed różnymi zemstami, ale uzupełnić swój bagaż o istotne filtry przeciwsłoneczne. Mamy ich dwa rodzaje.Pierwszy z nich to filtry fizyczne, czyli takie, które po prostu odbijają promienie UV (UVA i UVB) i rozpraszają je. Są to mikronizowane drobinki miki, tlenku cynku lub dwutlenku tytanu. Mają one trochę gorsze właściwości kosmetyczne – gorzej rozsmarowują się na skórze - ale powodują mniejsze ryzyko alergii. Drugi rodzaj to filtry chemiczne – związki, które absorbują promieniowanie UV i unieszkodliwiają je, zamieniając w energię cieplną. Mogą działać na UVB, UVA lub jednocześnie w obu zakresach. Dla uzyskania jak największej ochrony do kosmetyków dodaje się nie jeden filtr, ale kilka, które tworzą mieszaninę i wzajemnie się uzupełniają.
Przy doborze filtra warto mieć na uwadze jego moc, określaną skrótem SPF (ang. Solar Protection Factor). Cyfra oznacza, ile razy większa musiałaby być ilość energii słonecznej dostarczana chronionej skórze, aby wywołać ten sam efekt, co na skórze niechronionej. Skomplikowanie to brzmi, więc przedstawię na przykładzie. Skóra „niechroniona” rumieni się po wchłonięciu pewnej dawki promieni słonecznej (jaka to dawka, można przekonać się, wystawiając ramię na słońce i obserwując, jak się ono zmienia). Filtr z SPF 30 sprawia, że taki efekt osiągniemy po przyjęciu dopiero 30 razy większej dawki! Nie oznacza to jednak – a często ludzie to mylą- że można siedzieć na słońcu 30 razy dłużej! Jeśli ktoś siedzi na plaży bez filtra 3 godziny i żyje, to czy dzięki filtrowi SPF 50 mógłby opalać się 150 godzin (czyli ponad 6 dni)bez przerwy? Tego żaden człowiek, ani żaden filtr nie zniesie :)
Żaden filtr nie uchroni nas w 100% więc stwierdzenie „bloker: winno wypaść z powszechnego słownictwa,ale na pocieszenie dodam, że filtr SPF50+ daje ochronę rzędu 98% więc bardzo dużą. I co ważne – nie odbierze nam to złocistej opalenizny, pojawi się ona po prostu później.
W tym momencie na rynku dermokosmetyków jest tak szeroki wachlarz środków z filtrami, że każdy znajdzie coś dla siebie: filtry tylko fizyczne, fizyczno-chemiczne, zapachowe i bez zapachu, barwione i nie, konsystencje kremowe i lekkie emulsyjne, przyspieszające opalanie i zapobiegające powstawaniu przebarwień… Pozostaje tylko wybór jak wysoki współczynnik SPF. Większość firm będzie wprowadzać teraz nową systematykę – SPF 50+, 50 jako najwyższa ochrona, SPF 30 jako ochrona średnia i SPF 15 jako ta najniższa. Znikną wiec z półek „wypełniacze” w postaci 10, 20, 25, 35, 40 itd., a dobór będzie prostszy. Poprostu SPF 15 pozostawmy typom tzw. śródziemnomorskim o śniadej karnacji, ciemnych włosach lub opalonym na „heban”. Cała reszta o arystokratycznej bieli lica stosuje zamiennie „trzydziestki” i „piędziesiony”. Szczególnie osoby po zabiegach dermatologicznych, przyjmujące określone leki (o tym w następnym odcinku), a także przyszłe mamy powinny zaprzyjaźnić się z SPF 50.
Acha, dobre działanie mają również suplementy diety oparte najczęściej na beta-karotenie. Nie zastąpią filtrów UV (!) ale łykane parę dni przed plażowaniem przygotowują skórę na opalanie. Łykane w trakcie i po ekspozycji na słońce przedłużają trwałość opalenizny i dają piękny złocisty odcień :)
Małe raczki- nieboraczki
Niejednokrotnie wypoczywając na plażach, basenach tudzież innych
otwartych akwenach wodnych i nie tylko, spotkałam się z radosnymi rodzinkami i ich maleńkimi dziećmi biegającymi beztrosko po piasku uzbrojonymi – o zgrozo! tylko w wiaderko i łopatkę. Otóż należałoby wziąć to wiadro, nalać zimniej wody i wylać na głowę mamusi i tatusiowi. Tłumaczenia, że witaminka D się nie syntetyzuje, są co najmniej dziwne. Dzieci i niemowlęta objęte są z reguły profilaktyką rozwoju krzywicy, otrzymują preparat z witaminą D doustnie w ilościach wystarczających na pokrycie dużego w tym okresie zapotrzebowania. Po za tym samo tylko wystawienie dłoni szkraba w zakrytym nawet wózeczku w pochmurny dzień daje dzienną dawkę promieniowania do syntezy tej witaminy!
Dzieci mają za to niewykształcony naskórek i poparzenia słoneczne mają dla nich o wiele zgubniejsze w następstwach rezultaty. Faktem jest, że duża liczba oparzeń słonecznych we wczesnym dzieciństwie zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka aż pięciokrotnie! Najlepiej byłoby, aby taki mały zawodnik nieprzekraczający szóstego miesiąca życia był smarowany filtrami fizycznymi, gdyż są delikatniejsze dla jego skórki, a idealnie, aby jego ekspozycja na słońce w pierwszych dwóch latach życia była zminimalizowana (oczywiście mówimy tu o oszczędzaniu dziecka w ostrym słońcu a nie zamkniecie go w betonowym bunkrze).
W pigułce:
- Filtr nakładamy zawsze ok. 20 min przed ekspozycją na słońce, inaczej jego działanie może być słabsze,
- Pamiętamy o nie przebywaniu na słońcu w godzinach 10-15 kiedy wiązka promieniowania jest najgroźniejsza,
- Każdy już filtr jest wodoodporny, ale nie ręcznikoodporny, wiec reaplikacja po każdej kąpieli - a już na pewno co 2-3h – jest bardzo ważna,
- Często zapominamy o zasmarowywaniu najbardziej „wystających części twarzy” takich jak nos, usta, uszy, one najszybciej ulegają przypieczeniu, wiec gruba warstwa filtra.
- Kapelusz z szerokim rondem i okulary (koniecznie kupione u optyka z filtrem) nie tylko modnie wyglądają, ale chronią skórę, włosy, oczy przed UV (mowa też o maluchach!)
- Picie dużej ilości wody nawadnia organizm i chroni przed przegrzaniem.
- Duże znaczenie ma nawilżanie i natłuszczanie skóry po plażowaniu
- Dajmy pić także oczom! Więcej o nawilżających kroplach do oczu przeczytasz tu:
Kiedy już uzbroimy się w tą wiedzę, pozostaje nam tylko zaklinanie pogody z dalszą prośbą o słoneczko :)
A Ty? Jaki filtr wybierzesz na tegoroczne wakacje? A może Twoim zdaniem fotoprotekcja to rozdmuchany problem? Napisz!


Bardzo ciekawy artykuł. Sama mam jasną karnację i uważam na słoneczne poparzenia, a i moją 8-miesięczną córę strzegę przed słońcem smarując kremami z filtrami i osłaniając przed słońcem..
Zapraszam na:
http://www.uroda.com/artykuly/uroda_w_ciazy