Farmaci di Roma, czyli jak wyglądają apteki w Rzymie

piątek, Czerwiec 18th, 2010 | Autor:

Kilka dni temu byłam w odwiedzinach u mojej przyjaciółki Marty, która robi doktorat w Rzymie. Pogoda była piękna, czas płynął powoli, więc między zwiedzaniem antycznych ruin, a kafejkami na urokliwym Trastevere zrobiłam sobie mały spacer po rzymskich aptekach. Takie małe zboczenie zawodowe :) Muszę przyznać, że robią wrażenie!

Ulice Rzymu usiane są aptekami w równym stopniu, co nasze. Obowiązkowy neon w kształcie zielonego, migoczącego krzyża rzuca się w oczy niemalże z każdego kąta! Najbliżej naszego mieszkanka była jednak całodobowa Farmacia Notturna i to do niej udałam się najpierw…

Pierwsze, co da się zauważyć, wchodząc do apteki w Wiecznym Mieście, to zdecydowanie większa i pełniejsza niż u nas część samoobsługowa. Szczególnie zaskoczyła mnie ogromna wystawa… makaronów, herbatników i rozmaitych przekąsek! Wszystkie to środki specjalnego przeznaczenia żywieniowego, czyli odpowiednie dla osób z cukrzycą, fenyloketonurią czy na diecie bezglutenowej. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł; u nas takie osoby musiałyby się nieźle nalatać, żeby zrobić bezpieczne dla siebie zakupy. Standardowym wyposażeniem jest też sprzęt ortopedyczny, czyli wszelkiego rodzaju kołnierze, ortezy; kul nie widziałam, ale nie zdziwiłabym się ich widokiem. Można również kupić w aptece okulary, i to nie tylko te do czytania, a także soczewki kontaktowe wielu typów i okulary przeciwsłoneczne. Nie mówiąc już o kosmetykach; w Rzymie kupić można wszystkie znane u nas renomowane marki, w cenach dość zbliżonych do polskich.

Kiedy rozejrzałam się już po części samoobsługowej, postanowiłam porozmawiać z farmaceutami. I tu małe zaskoczenie – bardzo niewielu włoskich aptekarzy „parla inglese”, więc można mieć problem z porozumieniem się po angielsku. No, chyba, że trafi się na rezolutną załogę i „światowych” pacjentów – po kilku chwilach miałam już własnego tłumacza! Przedstawiłam się jako farmaceutka z Polski – una farmacista polacca - jak przetłumaczył miły starszy pan – i od tego czasu mogłam śmiało rozglądać się po aptece i zadawać pytania. Było to dosyć specyficzne uczucie – patrzyć na półki pełne kartoników o nieznanych nazwach, nie mogąc dojrzeć,co one mają w środku. Tak musiałby czuć się fan Marylin Monroe, natrafiając na niepublikowane nigdy filmy i wywiady z aktorką i nie mogąc poznać ich treści! Nie chcąc nadużywać uprzejmości gospodarzy, wypytałam o kilka z nich. Ciekawy był np. Benagol - odpowiednik Strepsils, polskich tabletek na gardło. Identyczna szata graficzna i skład, ale nazwa całkiem inna! Niech się wypowiedzą italianiści, czy ta nazwa jakoś lepiej się Włochom kojarzy? Inna sprawa to włoski Buscofen. W Polsce mamy lek o nazwie Buscopan (butylobromek hioscyny) który działa m.in. rozkurczowo, ale też dosyć silnie wpływa „otępiająco” na cały organizm. Myślałam, że zbieżność nazw z czegoś wynika, a tu niespodzianka – Buscofen ma w składzie ibuprofen (lek przeciwbólowy i przeciwzapalny). Toż to nieścisłość znacznie większa niż nasz kontrowersyjny Ibuprom Duo!

Co interesujące, niektóre substancje dostępne w Polsce jedynie z przepisu lekarza, we Włoszech można kupić bez recepty. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, ale jest tak w przypadku wielu leków przeciwgrzybiczych - jak dopochwowe globulki z klotrimazolem, czy mało u nas popularny tiokonazol ;) Tak samo jest z karbocysteiną, lekiem na mokry kaszel, której w kraju nie kupi się bez recepty. Pewnie takich różnic jest dużo więcej, lecz cóż – bariera językowa zrobiła swoje!

Na szczęście w centrum Rzymu, na Piazza Barberini, znalazłam inną aptekę – Farmacia Internazionale. Przystojny, anglojęzyczny farmaceuta przybliżył mi nieco kwestie refundacyjne we Włoszech. Jest to – z grubsza rzecz ujmując – wóz albo przewóz. Albo lek jest refundowany, i wtedy kosztuje grosze lub nawet nic, albo płaci się pełną kwotę. Same recepty różnią się bardzo od polskich – mają format A5 i przypominają nasze druczki do przekazu, jakie można znaleźć na poczcie :) Chciałam dowiedzieć się więcej, ale mój rozmówca z każdą minutą patrzył na mnie coraz dziwniej i mniej przyjaźnie; chyba długi i upalny dzień dawał mu się już we znaki.

Stwierdzam, że było to dość ciekawe, spojrzeć z innej perspektywy na to, czym się człowiek zajmuje na co dzień. W końcu prawdziwe zwiedzanie miasta to nie maraton po zabytkach, tylko zanurzenie się w jego zwyczajnym, codziennym życiu!

Specjalne podziękowania dla Marty i Doriana, którzy pokazali mi prawdziwe oblicze Rzymu :)

Share on Facebook
Kategoria: Z życia apteki
Zostaw komentarz

Treści zawarte na stronie stanowią subiektywne opinie autorów. Nie mają na celu diagnozowania ani namawiania do zakupu bądź rezygnacji z niego; nie mogą zastępować osobistej konsultacji z lekarzem lub farmaceutą. Przed użyciem leku, suplementu diety czy wyrobu medycznego zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu. Autorzy ani właściciel strony nie ponoszą odpowiedzialności z skutki zaniechania którejkolwiek z tych czynności. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody redakcji zabronione.