Aaaaby kupić leki tanio…
Surfując ostatnio po sieci natknąłem na pewne negatywne zjawisko dotyczące sprzedaży leków w Polsce i na świecie. Jak grzyby po deszczu od pewnego czasu – bo nie jest to zjawisko nowe pojawiają się sklepy internetowe oferujące sprzedaż leków bez recepty po kusząco niskich cenach. Głośna ostatnio sprawa dotycząca naszego rodzimego portalu aukcyjnego rozszerzającego swój asortyment o kategorię leków bez recepty, to „pikuś” w porównaniu do oceanu wątpliwych serwisów funkcjonujących na czarnym rynku, sprzedających „leki”, „suplementy diety” i „dermokosmetyki”. Muszę zwrócić uwagę, że zastosowany cudzysłów to zabieg celowy, bo sprzedawane artykuły często nie mają nic wspólnego ze środkami leczniczymi.
Zacznijmy od początku…
Leki nie tylko z apteki
Przemierzając z rodziną setki kilometrów
polskich dziurawych i zakorkowanych szos każdemu z nas może zrobić się niedobrze . Zbawieniem dla młodszych i starszych pasażerów bywa Aviomarin, który znajdziemy na każdej stacji benzynowej. Podobnie na zakupach – wprawdzie stare przysłowie mówi, że od przybytku głowa nie boli; gorzej gdy stan naszego wózka porównamy z naszymi miesięcznymi wydatkami. W wirze zakupów każdego może dopaść migrena. Wtedy możemy liczyć na całą gamę przeciwbólowych wybawców, uśmiechających się do nas tuż przy kasie pomiędzy batonikami a gumami do żucia.
Nieodzownym elementem naszych zmagań jest często także odwiedzenie symbolu kapitalistycznej Polski wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Oczywiście mowa o targowisku miejskim. Tam oprócz kolorowej tęczy owoców, warzyw, egzotycznych sprzedawców znajdziemy z pewnością lekarstwo na nasz małżeński impas. Uśmiechnięty, skośnooki towarzysz przywita nas okrzykiem: „Viagra, tania Viagra!”. Świat jest jednak mały, wielu woli więc nie ryzykować na miejskim targu, by nie narażać się na wzrok wścibskich sąsiadek. Lepiej przecież usiąść wieczorem wygodnie w fotelu w domowym zaciszu i sprawdzić stronę, którą podsunął nam dzisiaj kolega w pracy - z chińskimi ziółkami, tureckimi serami i cudownymi wspomagaczami – czyż nie? ;) Jednocześnie możemy zrekompensować złość naszej żony po nieudanej, poprzedniej nocy serwując jej Alli w największym opakowaniu i to za połowę ceny.
Czy „tanie leki” to w ogóle leki?
Ze statystyk Unii Europejskiej wynika, że nawet
90 proc. leków sprzedawanych przez Internet może być zafałszowanych. Tymczasem Polacy coraz chętniej kupują leki w taki właśnie sposób. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę poszukiwanego specyfiku, a już wyskakują nam konkretne propozycje. Efektowna szata graficzna oraz kosmicznie niskie ceny działają na naszą wyobraźnię. Nie zdajemy jednak sobie sprawy z faktu, że złożone przez nas zamówienie realizowane jest gdzieś na krańcu świata, a nasze specyfiki są – z bardzo dużym prawdopodobieństwem – fałszywe. Podrabiane środki lecznicze są nie do rozpoznania gołym okiem – potrzeba bowiem bardzo dokładnych badań, by zbadać zawartość tabletki. Nawet lekarze i farmaceuci mają problem z rozpoznaniem fałszywek. Brutalna rzeczwistość dosięgnie nas dopiero wtedy , gdy „chińska Viagra” nie nastroi naszego „instrumentu”, a żona zaleje się łzami, bo przytyła w ostatnim tygodniu kolejne 2 kilogramy. Tylko dlaczego? Bo niebieska pigułka, zamiast substancji czynnej odpowiedzialnej za erekcję, czyli sildenafilu zawierała cukier puder lub mąkę, a cudowna „szczepionka” przeciw świńskiej grypie zawiera wit. C. To jednak jeszcze nie najgorszy wariant. W podrabianych środkach leczniczych analitycy odnajdują przeróżne składniki: od kredy, gipsu ,cementu czy talku po amfetaminę, kokainę, a nawet śmiertelny arszenik. Leki wspomagające odchudzanie sprzedawane na czarnym rynku zawierają wycofaną dawno sybutraminę, która może wywoływać zawały serca i udary mózgu. Najwięcej podróbek pochodzi z Indii, Chin, Indonezji, Argentyny i Tajlandii.
Polacy też fałszują leki. Głośna była sprawa viagry produkowanej w jednym z budynków Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na bazie związku chemicznego sprowadzanego z Meksyku. Do nieodpowiedzialnych i nonszalanckich pomysłów braci studenckiej również zdążyliśmy się przyzwyczaić. Ale trudno pozostawić bez komentarza poczynania jednej z wrocławskich studentek, która sprzedawała na internecie tabletki sproszkowanego niebieskiego granulatu po horrendalnych cenach, które podobno cudownie leczyły atopowe zapalenie skóry u noworodków.
Komu tabletki, komu?
Często zdarzają się również włamania do aptek, których asortyment trafia później na czarny rynek. Niektórzy sprzedają niewykorzystane leki po zmarłych krewnych – swego czasu na jednym z wrocławskich targowisk sprzedawano „plastry przeciwbólowe” z fentanylem, bardzo silnym lekiem przeciwbólowym, stosowanym m.in. w bólach nowotworowych. Ktoś nieświadomie przykleił sobie za dużo „plasterków” i przeniósł się na lepszy świat.
Pomijając najczarniejsze scenariusze, nie warto oszczędzać czy też żerować na nieszczęściu innych. Nawet bowiem gdy uda się nam nabyć oryginalny lek po nieoryginalnej cenie, to musimy wziąć pod uwagę fakt, że niezwykle ważna sprawą w sprzedaży leków jest ich właściwe przechowywanie. Dotyczy to również leków sprzedawanych w internecie. Niewłaściwe przechowywanie, w nieodpowiedniej temperaturze i oświetleniu może zinaktywować substancje czynne zawarte w środku leczniczym.
Bo taniej, bo dyskretniej…
Tabletkę fałszywej viagry można kupić już od 10 zł, podczas gdy oryginalna to wydatek rzędu 40 zł. Jeszcze taniej można nabyć podróbkę polskiej Maxigry, która oficjalnie kosztuje od 24-30 zł. Podobnie rzeczy się mają w przypadku znanych suplementów diety, wspomagaczy odchudzania czy dermokosmetyków. Cena to jednak nie jedyny czynnik, dla którego ludzie sięgają po leki na czarnym rynku. Drugi to dyskrecja, na jaką mogą liczyć klienci „czarnych aptek”, ważna np. w przypadku leków ułatwiających erekcję. Niektórzy wręcz sami siebie diagnozują, leczą i sami oceniają bezpieczeństwo terapii. Jednak tak jak w temacie – lepiej nie oszczędzać na zdrowiu, bo los odpłaci się nam pięknym za nadobne. Brak działania, zmarnowane pieniądze, nieprzyjemne skutki uboczne, oraz niespodziewana wizyta w szpitalu – to tylko jedne z wielu kar jakie mogą nas dosięgnąć.
Na szczęście, w wielu szpitalach i przychodniach wiszą już takie plakaty:
Jak się bronić przed fałszywkami?
Oto kilka rad dla świadomych pacjentów, chcących mądrze nabywać leki:
apteka – to najbezpieczniejsze miejsce, w którym możemy nie tylko nabyć leki, ale również mieć dostęp do wykwalifikowanej kadry farmaceutów, którzy za darmo udzielą nam fachowej i jasnej porady na temat leków, które nie zawsze znajdziemy w ulotce czy reklamie. Farmaceuta to specjalista, którego praca w 100% skupiona jest na lekach. Zakupując leki w tradycyjnej aptece możemy być pewni, że mamy do czynienia z oryginalnym lekarstwem, o odpowiedniej dacie ważności i przechowywanym w odpowiednich warunkach.
- Gdy decydujemy się na zakup leków na stacji benzynowej czy hipermarkecie zwróćmy uwagę na datę ważności. W aptece nad datą ważności czuwa komputer, podczas gdy w hipermarkecie daty ważności sprawdzane są ręcznie i trudno zweryfikować rzetelność sprawdzających. Sprawdzajmy też, czy leki nie leżą np. na nagrzanej, nasłonecznionej wystawie. Czujność powinny wzbudzić też opakowania wyblakłe o długiego przebywania na słońcu!
- Absolutnie nie kupujmy leków w sklepach internetowych oferujących leki wydawane z przepisu lekarza – bez wymagania recepty! Takie witryny łamią prawo, powinny więc być wręcz zgłaszane na policję. Nie dajmy się też skusić spamerom, rozsyłających reklamy taniej viagry, środków antykoncepcyjnych czy hormonów sterydowych.
- Nabywając leki w internecie nie dajmy się nabrać na bajecznie niskie ceny i efektowną szatę graficzną. Zbadajmy lepiej serwis pod kątem wiarygodności. Sprawdźmy adres i kontakt ze sprzedawcą.
- Decydując się na leki z internetu kupujmy je jedynie w aptekach internetowych, które funkcjonują przy tradycyjnych, ogólnodostępnych aptekach. Mamy wtedy pewność, że leki pochodzą z pewnych źródeł, są odpowiednio przechowywane, a po drugiej stronie ekranu są do naszej dyspozycji prawdziwi, żywi farmaceuci :) Jedną z takich aptek jest nasza partnerska APTEKA OTC, którą gorąco polecamy naszym czytelnikom.
- Bądźmy odpowiedzialni cywilnie. Jeśli mamy podejrzenie, że lek jest fałszywy zgłośmy sprawę Policji i prokuraturze.





Warto też wspomnieć o tanich soczewkach kontaktowych sprzedawanych w internecie. Ostatnio przestrzegła mnie przed nimi moja okulistka-znając cenę hurtową po jakiej jej placówka kupuje soczewki na odsprzedaż w detalu była w stanie ustalić czy i które soczewki w necie są oryginalne, a które są zdecydowanie zbyt tanie.
Dziękuję za ciekawy artykuł zgadzam się że dużo leków można kupić w supermarketach ,sklepikach, kioskach ale ja korzystam tylko z aptek.Przed użyciem leku czytam ulotkę. Z pozdrowieniami
Maria
Jak dla mnie to jest bardzo poważny problem.
Tak samo są problematyczne „te tańsze zamienniki internetowe” jak i „kupie bo może mi pomoże”.
Mnie się marzy system zakupu wszystkich leków na recepte przez internet. Wystarczy wprowadzić „recepte internetowa”, a raczej system rejstrujący sprzedaż leków. To nie jest trudne od strony technicznej. Powastanie dużego rynku internetowego może doprowadzić do zamykania „tradycyjnych” aptek. Jednak taki system ograniczy też nadużycia przez osoby uprawnione do wystawiania recept. Niestety liczy się cena leku jako produktu końcowego i bezpieczeństwo pacjenta.
TiM, recepta elektroniczna faktycznie bardzo ułatwiłaby sprawę. Odpadnie problem recept nieczytelnych i odsyłanie pacjenta z powrotem do lekarza, aby druk poprawił. System e-recept jest obecnie testowany w Wielkopolsce.
Natomiast sprzedaż leków na receptę przez internet prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie możliwa. Moim zdaniem zmniejszanie i tak już ograniczonego kontaktu pacjenta z personelem fachowym (lekarze, farmaceuci) nie byłoby dobre ani bezpieczne. Już teraz lekarze – mimo szczerych chęci – nie mają aż tyle czasu dla chorego, by mu opowiedzieć o przepisywanych lekach, wyjaśnić dawkowanie i ostrzec, na co powinien uważać. W wielu przychodniach funkcjonują „koszyczki” – ludzie składają zamówienia na leki receptowe i lekarze wypisują je nie widząc pacjenta na oczy; jedyny warunek to obecność tych leków w karcie pacjenta. Teraz wyobraźmy sobie, że ten człowiek – zamiast odwiedzić aptekę, w której jest szansa na uzyskanie fachowej informacji – odpala komputer i kupuje sobie lek. Teoretycznie, może się tak leczyć przez wiele lat, nie widząc na oczy żadnego „białego fartucha”. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak wzrośnie ilość powikłań polekowych i różnego rodzaju niebezpiecznych dla życia interakcji.
Oczywiście, są pacjenci świadomi, którzy znają już chorobę i stosowane leki jak własną kieszeń, którzy potrafią przeczytać ze zrozumieniem ulotkę i wiedzą, czego unikać podczas terapii. Dla tych osób „koszyczki” i internetowa sprzedaż leków byłaby dużym ułatwieniem. Niestety, takie osoby to niewielki procent bywalców aptek. Wiele osób celowo nie zagląda do ulotki, aby oszczędzić sobie nerwów (skąd więc mogą wiedzieć, czy zwykła aspiryna, dziurawiec czy magnez nie zakłóci działania leku?). Badania dowodzą, że tylko 30% pacjentów przestrzega w pełni zaleceń lekarza!
Ja osobiście jestem przeciwna aż takiej informatyzacji. E-recepta owszem, ona faktycznie, tak jak piszesz, ograniczy nadużycia, wykaże zdublowane leki, jeśli pacjent leczy się u kilku lekarzy itp. Ale leki na receptę przez internet – oby jak najpóźniej!
Pozdrawiam :)
Hej, ŻYJECIE??
Fajny artykuł, popieram każdą inicjatywę mającą na celu upublicznianie informacji dotyczących leków, chorób i naszego zdrowia. Przy okazji wygrzebałem w sieci: cenylekow.com.pl – polecam – są tam ceny urzędowe, zamienniki, badania etc.
Super artykuł. Kupowanie leków to naprawdę poważna sprawa, bo przecież leki to nie cukierki i od nich niejednokrotnie zależy nasze życie. Tomku dzięki za polecenie stronki, bardzo ciekawy projekt. Udało mi się znaleźć cenę większości moich leków, co prawda jednego dopiero w Krakowie :).
Kupując przykładowy ibuprom w supermarkecie należy również sprawdzić, czy faktycznie listek jest w opakowaniu ;) Uwierzcie, nie wystarczy wziąć opakowania leżącego dalej. Ludzie bywają „różni”.
Pozdrawiam :)